Polski English o galerii artyści katalog wydarzenia współpraca usługi partnerzy newsletter kontakt strona główna
   Investing in Art - The Art of Investing. Pod takim tytułem zostało opublikowane w 2000 r. przez Dresdner Bank AG Group Economics opracowanie Wolfganga Wilke poświęcone analizie długoterminowej opłacalności inwestowania w dzieła sztuki i antyki.
   Dresdner Bank jest jedną z największych niemieckich instytucji finansowych i posiada swoje oddziały na całym świecie. Fakt, że w sferze zainteresowania banku znalazło się inwestowanie na rynku dzieł sztuki i antyków (poza opracowaniem, o którym mowa, w 2000 r. zostały jednocześnie opublikowane raporty poświęcone inwestowaniu w sztukę współczesną: Art Market: Expensive Modern Art? oraz w sztukę barbizończyków:
The Market for Paintings: Noblesse Oblige - the Barbizon School, których współautorem jest również Wolfgang Wilke) jest wielce symptomatyczny. Niemcy zajmują trzecie (po Anglii i Francji) miejsce w Europie, jeśli chodzi o obroty niemieckiego rynku dzieł sztuki i antyków.
   Niemieckie firmy, towarzystwa ubezpieczeniowe, instytucje finansowe czy fundacje nie tylko doceniają sztukę i antyki jako lokatę kapitału, ale też uczestniczą w promocji sztuki współczesnej i antyków (o czym przekonują się i polscy uczestnicy organizowanych za naszą zachodnią granicą wystaw) - są mecenasami kultury.
   Zainteresowanie banków i innych firm różnorodnymi formami mecenatu nad kulturą i sztuką obserwujemy również i w Polsce. W mniejszym stopniu instytucje te interesują się inwestycjami na rynku dzieł sztuki i antyków.
   Mamy nadzieję, że to się zmieni i przyjdzie pora na lokowanie jakiejś części posiadanych pieniędzy w dzieła sztuki, postępując zgodnie z konkluzją autora raportu. Wolfgang Wilke stwierdza, że niezbędna dywersyfikacja, jaka stosowana jest przy długoterminowych lokatach kapitałowych powinna uwzględnić lokowanie 5-10% przeznaczonych na lokatę pieniędzy w dzieła sztuki i antyki. Na poparcie takiego poglądu przytacza ujęte w postaci wykresów długoterminowe trendy obrazujące wzrost wartości dzieł sztuki i antyków w cenach, w których zastosowano poprawkę uwzględniającą inflację. Przytoczę przykładowo kilka takich tabel. Pierwsza z nich (il. 1) przedstawia wzrost cen chińskiej porcelany, europejskiego fajansu i obrazów Canaletta na przestrzeni prawie 200 lat.

ilustracja 1

   Jeśli z tego okresu wyodrębnimy lata 1850-2000 (dla których mamy najwięcej "punktów pomiarowych"), to stwierdzimy, że w czasie tym wartość tych trzech kategorii obiektów wzrosła przeszło stukrotnie. Jeśli na wykresie półlogarytmicznym obrazującym wzrost cen w funkcji czasu dałoby się przeprowadzić przez punkty pomiarowe dotyczące cen interesujących nas obiektów linię prostą o stałym nachyleniu, to oznaczałoby to, że wzrost cen obiektów w czasie ma charakter wykładniczy. Jednak linię taką o stałym nachyleniu można zbudować tylko dla wybranych segmentów skali czasu. Dla europejskiego fajansu np. pokusić się można o taką interpretację punktów pomiarowych dla lat 1840-1910. W latach obejmujących obie wojny światowe i wielki kryzys 1929 r. miał miejsce nie wzrost, a spadek wartości. Dopiero od okresu powojennego następuje ponownie wykładniczy wzrost wartości interesujących nas obiektów, a interpretująca punkty pomiarowe prosta ma podobne nachylenie jak poprzednia. Jednak przy bliższej obserwacji i w tym okresie czasu widać przejściowe fluktuacje tej tendencji.
   W przypadku obrazów Canaletta w latach 1795-1950 obserwowane są bardzo duże fluktuacje cen jego malarstwa - i nie da się przez punkty pomiarowe przeprowadzić prostej charakteryzującej jakiś wykładniczy wzrost. Z całą pewnością natomiast można to zrobić dla lat 1950-2000. W półwieczu tym nastąpił niemal stukrotny wzrost cen na jego prace.
   Istotne na pewno będzie porównanie zachodzącego w latach 1800-2000 wzrostu cen dzieł sztuki i antyków z cenami przedmiotów codziennego użytku (commodities) i zboża (wheat). Przed stawia to drugi wykres (il. 2), również skorygowany o inflację.

ilustracja 2

   Wykładniczy wzrost wartości interesujących nas obiektów jest oczywisty na tle mniej więcej stałych cen dóbr powszechnego użytku - aczkolwiek w okresie pomiędzy I a II wojną światową zachodzi też i spadek, o którym już była mowa.
   Ważne będzie również porównanie tego wzrostu z zachodzącym w tym okresie wzrostem produktu narodowego GNP (Gross National Product) w Niemczech. Przedstawia to kolejny wykres (il. 3).

ilustracja 3

Biorąc poprawkę na okres obu wojen światowych i nie uwzględniając punktów pomiarowych z tego okresu, możemy przez pozostałe poprowadzić linię prostą, która będzie miała to samo nachylenie dla GNP, co dla ceramiki chińskiej. Z tym, że dla GNP zastosowano inną skalę na osi pionowej, mimo że też wykres jest półlogarytmiczny. Gdyby zastosowano taką samą, nachylenie prostej dotyczącej GNP byłoby mniejsze niż prostej dotyczącej ceramiki.
Wniosek: ceny ceramiki rosły znacznie szybciej niż produkt narodowy GNP w Niemczech.
   Kolejną interesującą obserwacją autora jest próba określenia zależności wzrostu cen na rynku dzieł sztuki i antyków a procesem globalizacji. W 1995 r. opublikowane zostały przez Angusa Maddisona (OECD) wyniki jego studiów nad procesem globalizacji na przestrzeni przeszło stu lat. Za miernik procesów globalizacji autor uznał wzrost procentowy międzynarodowego eksportu do światowego GDP (Gross Domestic Product). Na kolejnym wykresie (ii. 4) podajemy za Wolfgangiem Wilke zestawienie tego wskaźnika ze wzrostem światowych cen na chińską ceramikę (realnych po uwzględnieniu inflacji).


Wykres mówi sam za siebie. Istnieje korelacja pomiędzy procesem globalizacji a wzrostem cen na interesującym nas rynku, uwzględniając załamanie dotyczące okresu obu wojen światowych. Odbiło się ono zresztą w równej mierze na procesie globalizacji, co na cenach za dzieła sztuki dawnej i rzemiosła artystycznego, których chińska porcelana jest na rynkach zachodnich dobrym przykładem.
   Dotychczasowe wykresy odnosiły się do długiego, bo dwustuletniego na ogół, okresu czasu i trudno się z nich zorientować, co do ewentualnych krótkoterminowych fluktuacji dotyczących cen interesujących nas obiektów. Aczkolwiek bliższe przyjrzenie się położeniu "punktów pomiarowych" na wykresie nr 4 w latach 1980-2000 nasuwa wniosek, że wykazują one pewną anomalię. Wydaje się, że swoją największą wartość ceny ceramiki uzyskały około 1990 r., po czym nastąpił dość ostry, choć krótkotrwały ich spadek i ponowny wzrost w okresie do 2000 r.
   Sięgnijmy do danych operujących trochę innym parametrem niż cena. Na kolejnym diagramie (il. 5) przedstawiona jest w funkcji czasu średnia wartość transakcji na światowym rynku aukcyjnym dzieł sztuki w zestawieniu ze wskaźnikiem określającym stan gospodarki japońskiej (NIKKEI index).

ilustracja 5

Indeks ten piął się w górę począwszy od 1985 r., osiągnął swoje maksimum w 1990 r., po czym nastąpił jego gwałtowny spadek. Słupki diagramu określające średnią wartość transakcji na międzynarodowych aukcjach dzieł sztuki posłusznie odzwierciedlają trend dotyczący małego, choć bardzo bogatego kraju na Pacyfiku. W wyniku okresu wyjątkowej prosperity w Japonii pojawili się bardzo bogaci ludzie, którzy nagle zainteresowali się kolekcjonerstwem i sztuką świata Zachodu, a głównie malarstwem impresjonistów. Było to tak naprawdę zaledwie kilka osób (m.in. Ryoei Saito, który za jeden obraz Van Gogha zapłacił 82,5 min $).
Ich olbrzymie zakupy miały znaczny wpływ na obroty światowego rynku sztuki i pociągnęły za sobą ogólny wzrost na nim cen. Wszystko zakończyło się dla rynku źle, bo około 1990 r. nastąpił krach na giełdzie tokijskiej, co zaowocowało spadkiem cen na rynku sztuki, ale (co też wskazuje wykres) tylko do poziomu obrotów osiągniętych przed zwyżką, a więc na przełomie 1987 i 1988 r. Na tym poziomie ustabilizowała się średnia wartość transakcji na następnych 8 lat (ostatni słupek diagramu dotyczy sezonu aukcyjnego 1997/98). Istnieją dane, że w kolejnych trzech latach nastąpił wzrost obrotów na rynku dzieł sztuki i antyków, a także (takie informacje mamy np. z Francji) wzrost cen na bardzo wiele obiektów.
   Konkluzja autora dotycząca opłacalności inwestycji na rynku sztuki jest bezsporna, jednak pod warunkiem uwzględnienia zawartej już w tytule raportu myśli, że inwestowanie na rynku sztuki samo w sobie jest sztuką, którą należy opanować. Istnieje bardzo wiele różnych parametrów, jakie należy uwzględnić, aby inwestycje były opłacalne. Autor o nich pisze, lecz z natury rzeczy jego uwagi dotyczą albo globalnego rynku (który obejmuje też Niemcy) albo rynku niemieckiego.
   Sytuacja na rynku polskim, który dziś jest "jednostronnie" otwarty na świat, jest nieco inna i na pewno wymaga opracowania specjalnego raportu dotyczącego opłacalności inwestowania w dzieła sztuki i antyki. Sporządzić go nie jest łatwo. Polski rynek malarstwa ciągle jest niewielki, mimo że w dekadzie 1987-1997 nastąpił jego burzliwy rozwój. Obroty, które w 1993 r. wyniosły ok. 1.200.000$ do 1997 r. wzrosły sześciokrotnie. Wzrost w latach 1997-2000 podaje tabela (il. 6).

RokObrót (USD)Przeciętna cena obrazu (USD)Liczba sprzedanych obrazówSkuteczność sprzedaży %
19976.930.0005500126042
19989.550.0006770141043
19999.240.0006060152544
20009.000.0006000150033
ilustracja 6

Mimo tego wzrostu, obroty 2000 r. stanowiły zaledwie ok. 1% obrotu rynku światowego.
Czy można, mając do czynienia z tak małą sprzedażą obrazów, a więc z tak ubogą statystyką, określić, w oparciu o ceny sprzedaży niewielkiej ilości obrazów danego malarza w krótkim stosunkowo okresie istnienia naszego rynku, prognozy wzrostu lub spadku cen na jego obrazy w przyszłości, w jakiś obiektywny sposób wyznaczyć wartość jego obrazów?
   Na pytanie, ile jest wart określony obraz danego malarza jest tylko jedna odpowiedź: wart jest tyle, ile ktoś zdecydował się za niego zapłacić, i to w czasie aukcji, w której musiał przelicytować swoich konkurentów.
   Podstawowym pytaniem, przed jakim staje kolekcjoner zamierzający zyskownie inwestować w polskie malarstwo na naszym rynku, jest określenie kierunków opłacalnego inwestowania. Należałoby mu więc dostarczyć informacje ułatwiające podejmowanie trafnych decyzji, czyli podobne dane i wykresy, jakie przygotowuje Artprice.
   Czy jest możliwe ich uzyskanie dla rynku polskiego? Do zespołu współpracowników Antiquarius sp. z o.o. wydającej Gazetę Antykwaryczną - magazyn dotyczący rynku sztuki i antyków - należy od wielu lat Sławomir Bołdok, niegdyś główny rzeczoznawca Komisji Wycen Desy. Posiada on stale uzupełnianą bazę danych z wynikami wszystkich aukcji obrazów, jakie miały miejsce w Polsce od powstania w 1990 r. domów aukcyjnych. Dane odnoszące się do lat 1990-1997 i 1998-2000 zostały już opublikowane, a opracowana w podobny sposób książka, zawierająca notowania za okres 2001-2003, jest już gotowa do druku w naszym wydawnictwie. Książka podaje identyczne (choć nieprzetworzone jeszcze) informacje, jak te, którymi dysponował Artprice. Można więc w oparciu o nie tworzyć i dostarczać kolekcjonerom podobne wykresy, jakie przygotowuje dla swoich klientów Artprice.
   Stosując te zasady spróbowałem je sporządzić dla kilku polskich malarzy: Juliusza i Wojciecha Kossaków oraz Jerzego Nowosielskiego (il. 8, 9, 10).

ilustracja 8


ilustracja 9


ilustracja 10

Dotyczą one zmiany średniej ceny w dolarach za obrazy tych artystów, z podziałem na duże, małe i wszystkie formaty oraz kwoty uzyskiwane ze sprzedaży ich obrazów w kolejnych latach. Diagramy przedstawiają ilość sprzedanych w danym roku obrazów dla okresu 14 lat, który wykorzystano do budowy wykresów, i w którym sprzedano, np. w przypadku Wojciecha Kossaka niemało, bo 194 obrazy. Pozwalają one określić ruch cen w badanym okresie czasu i pojawiające się tendencje zwyżkowe i zniżkowe cen obrazów wymienionych malarzy. Szczególnie zaś przekonywujący jest wykres dotyczący obrazów Nowosielskiego, dla którego tendencja zwyżkowa jest aż nadto wyraźna. Ktoś, kto od lat zajmuje się malarzem, zna dokładnie jego twórczość, obserwuje bacznie rynek, mógłby sporządzić te wykresy nieco inaczej, niż ja to zrobiłem, aby dawały bardziej czytelną i precyzyjną informację. Musiałby do danych liczbowych, stanowiących podstawę moich wykresów, zastosować "współczynniki korygujące" dla każdego sprzedanego obiektu (uwzględniające urodę dzieła, proweniencję, temat i okres powstania) oraz odnajdując i odrzucając niektóre "wyskoki cenowe", nie znajdujące swego uzasadnienia w jakości dzieła.
   Płynie więc stąd pierwsza rada dla pragnących opłacalnie inwestować w dzieła sztuki. Należy skrupulatnie śledzić i analizować nasz rynek sztuki, ale dopóki sami go nie poznamy "od podszewki", przy wyciąganiu wniosków z naszych analiz, korzystajmy z pomocy specjalistów. Szczególnie, jeśli takie badania i analizy rynku podejmują firmy i instytucje finansowe, które zamierzają lokować pieniądze w dzieła sztuki. Podejście prywatnych inwestorów może być nieco inne. Zwykle są oni miłośnikami dzieł sztuki, podchwycili już pasję kolekcjonerską, kupują to, co im się podoba ? jedynie dodatkowo chcą wiedzieć, czy mogą liczyć na to, że wartość zakupionych przez nich dzieł sztuki będzie w jakimś dystansie czasowym raczej wzrastać niż maleć. Zamiast grać na giełdzie czy lokować pieniądze na rynku nieruchomości, chcą je pomnażać jakby przy okazji swoich zainteresowań sztuką.
   Czy można w oparciu o informacje napływające z rynku sztuki zaproponować pewne zasady, których znajomość będzie pierwszym krokiem w kierunku opanowania trudnej sztuki inwestowania w sztukę? Na pewno tak.
   Zasada pierwsza: kupujmy za dobrą cenę rzeczy najlepsze, rzadkie, nieczęsto pojawiające się na rynku. Pamiętajmy, że obraz charakteryzujący się wyjątkową urodą, namalowany w najlepszym okresie twórczym artysty, przedstawiający atrakcyjny temat, posiadający świetnie udokumentowane pochodzenie, może być wart nawet kilka czy kilkunastokrotnie więcej niż inne obrazy tego samego malarza i malowane tą samą techniką.
   Jak poznać, że obraz jest wyjątkowej urody? Mimo obiegowego twierdzenia, że ładne jest to, co się komu podoba, istnieją przecież jakieś kryteria, które pozwalają odróżnić dzieło wybitne od przeciętnego. Aby je określić można zastosować "mędrca szkiełko i oko", np. analizując precyzyjnie wszystkie elementy, które świadczą o doskonałości warsztatu, jaką wykazał artysta przy wykonaniu tego dzieła. Ale o jego wyjątkowej urodzie świadczy też coś, czego nie da się zmierzyć. Mimo to kolekcjoner, który od lat interesuje się malarstwem i je kupuje, który oglądał wiele znakomitych dzieł i przez to wyrobił już sobie dobry gust, będzie w stanie niemal jednym spojrzeniem odkryć, że stanął właśnie przed dziełem wybitnym. I zdobędzie szczególną satysfakcję, kiedy kupując dzieło w oparciu o swoje wyczucie, dowie się później od eksperta, że się nie pomylił, że był to "strzał w dziesiątkę". Wybitni specjaliści od malarstwa danego artysty mogą pokusić się o pewne porównanie wartościujące, jeśli chodzi o klasę malowidła, warsztat. Gdy dodatkowo śledzą dokładnie rynek sztuki, a więc ich wiadomości nie mają charakteru tylko z zakresu historii sztuki, mogą próbować uwzględnić w swojej opinii aktualne "gusta rynku". Ich opinia może okazać się pomocna dla podmiotu zamierzającego inwestować pieniądze w dzieła sztuki.
   Czy na rynku pojawia się dużo obrazów wybitnych? Zdarzają się obecnie niestety rzadko: ci, którzy je kiedyś kupili na ogół się ich nie pozbywają. Gdy taki obiekt pojawi się jednak na aukcji, szybko uzyskuje wysoką cenę. Lepiej więc taki obraz wypatrzyć w galerii, gdzie wstawiony został przez kogoś nie interesującego się malarstwem, spadkobiercę byłego właściciela, a mniej doświadczony marszand przyporządkował mu "średnią cenę" za prace danego malarza. W takim przypadku należy się zdecydować na zakup natychmiast. Jest mało prawdopodobne, żeby obraz zbyt długo pozostał niezauważony. Jak określić okresy "lepsze" i "gorsze" w twórczości artysty? Zazwyczaj takie informacje podają opracowania dotyczące konkretnego malarza. Przykładowo w przypadku Tadeusza Makowskiego najlepszy okres twórczości obejmował zaledwie kilka lat, w pobliżu 1930 r. Obrazy z tego czasu cieszą się taką renomą, że nawet mniej ciekawe prace z innych lat "świecą odbitym blaskiem" i sprzedają się dość drogo.
   Czy zatem sztuka inwestowania w sztukę polega na kupowaniu dzieł malarzy znanych, o ugruntowanej na rynku pozycji, czy może mniej znanych? Lokata w dzieła artystów znanych i wybitnych wydaje się bardziej pewna, lecz wzrost ich wartości może okazać się nieznaczny, choć spadek wartości również. Lokata w dzieła artystów mniej znanych, często nawet już nieżyjących, którzy wchodzą właśnie w krąg zainteresowań kolekcjonerów, dzięki różnym wydarzeniom promocyjnym (wystawy w muzeach i galeriach, artykuły w pismach poświęconych sztuce) może być korzystna. Szczególnie wtedy, gdy kupujemy jeszcze przed zaistnieniem tych wydarzeń, choć wiemy, że są one już w przygotowaniu. Po takich przedsięwzięciach ceny na prace danych artystów znacznie wzrastają. Czy zawsze i czy na długo, zależy od dobrego wyczucia tendencji rynku i determinacji (oraz pieniędzy) tych, którzy rozpoczęli działania promocyjne. Na świecie o rynkowej pozycji dzieł danego artysty decydują promocja i stałe o nim przypominanie. To drugie dotyczy również dzieł malarzy świetnie znanych i dawno wypromowanych, np. Picassa. Stale pojawiają się albumy i książki dotyczące jego twórczości i są one recenzowane w prasie. Nie wolno im dać publiczności zapomnieć o malarzu.
   W Polsce świadomość takich uwarunkowań jest niestety niska i bardzo niewielu marszandów i kolekcjonerów takie działania prowadzi w stosunku do artystów dawniejszych. Przykładów spektakularnych sukcesów takich działań dostarcza natomiast malarstwo współczesne, najbardziej z tego punktu widzenia atrakcyjne. Ono właśnie jest dobrą dziedziną lokaty kapitału "dla odważnych", zarówno marszandów, jak i podążających za nimi kolekcjonerów.


Jerzy Huczkowski - "Malarze polscy XIX i XX wieku"